Borsalino jak deszcz

Tak się zastanawiam dlaczego do tej pory nie opisałam tego projektu.
A chyba powinnam. Rzadko bowiem fotografowi od przestrzeni zostają zlecone prace koncepcyjne.
Czyli – po prostu wymyślenie czegoś co grałoby z przestrzenią.

W 2010 roku Studio Porjektowe Utopia zdecydowała się na ten krok. Pracowali wtedy nad projektem restauracji koszernej Shlomo.

Jedna ściana miała zostać pokryta tapetą, której tematem przewodnim mialy być kapelusze Borsalino.
Tapeta miała pokryć jedną calą ścianę, przed którą została zaprojektowana scena. Idea byla taka, że ściana z kapeluszami miała stanowić tło dla muzyków.
Sama ściana miała wymiary: 7,5 mx 4.4m. O taka mała ścianka.

Do mnie należalo zaprojektowanie i wykonanie tapety.
Nie mam wykształcenia graficznego. Jednie to uzdolnienia plastyczne i wyobraźnia pięlęgnowane i wspierana od dzicieństwa oraz szkoła fotograficzna.

Wszystko wskazywało na to, że nie powinnam się podjąć tego zadania.
A jednak. Rzucilam się na ten projekt z fascynacją małego dziecka.

Architektom zaporonowałam trzy koncepcje:

Kapelusze jako rzeka, woda jak życie
Kapelusze ulatujące do nieba jak dziekczynność
Kapelusze spływające z nieba jak błogosławieństwo.

Aby łatwiej było podjąć decyzję wykonałam makietę. Mock up części restauracji ze sceną. Stanęli na niej w skali grajowie a tylna ściana byla wymienialna, pokazująca rożne koncepcje.
Wielka szkoda, że nie zrobilam zdjęcia tej makiety.

Zostala wybrana wersja z opadającym z nieba kapeluszami. Jak deszcz błogoslawieństw.

Przyszedł czas na organizację głównego bohatera – deszczu kapeluszy.
Deszcz to nie może składać się z kilku kropel. Musi ich być mnówstwo. Rabin użyczyl swoich 12 nieużywanych kapelszy.
Nie wiedzialam, że jedne kapelusz może mieć tyle kształtów.
Zabrałam je do studia i tam następowało ich powolne rozmnożenie.
Cała tapeta została precyyjnie rozrysowana, obliczna itp…

To musialo być realistyczne zdjęcie. Układ nie mógl się powtarzać.
Każde zdjęcie musiało być odpowiednio oświetlone. Kapleusze musiały płynąć w powietrzu.
Wymyśliłam sposób i przez parę tygodni bawilam się w moim małym studio.

A… w międzyczasie architekeci wpadli na genialny pomysł aby pod kapeluszami tańczyły hasydzkie dzieci.
Spoko. Przecież Rabin miał dzieci w odpowiednim wieku.
I tak zawitała do mnie rodzina Rabina. Chłopcy, pod okiem mamy, świetnie się bawili. A ja im robiłam zdjęcia. Oczywiście cała zabawa miała związek z kapeluszami. Podziwiam rodziców, którzy potrafią w tym samym czasie zainteresowacć tym samym 3 i 4 latka.

Powiem jedno.
Sesja z chłopacami była pełna śmiechu i stresu.

Potem pozostało wmontować szkraby do tapety i finito… “Tylko” znaczy wiele.

Musialy być w skali 1:1 (tak jak kapeusze) i w odpowiedni miejscu. Czyli nad sceną.

Złożona tapeta poszła do druku.

Przyszedł czas na zwieszenie. Tak dawno się nie bałam.

O ile kapeluszy byłam pewna.To czy dobrze policzylam odległości i dzieci są we właściciym miejscu?

Wystarczyło, że panom coś się przesunęło i mogło skończyć się dziećmi lewitującymi obok sceny..

Z wielką ulgą i radością przyjęłam efekt końcowy. Brakowało tylko reszty wyposażenia aby dopełnić całość.

Nie wiem ile kapeluszy bylło na tapecie. Nie przyszlo mi do głowy aby je wszsytkie policzyć.
Słyszałam tylko, że Rabin stał i próbował to zrobić.

Restauracji już nie ma. A szkoda.
Mnie pozostaly zdjęcia i wspomnienia.