Wyprawa po zdjęcia do Bielsko-Białej

Przedstawiam Wam dom do którego jechałam przez całą Polskę. Bielsko-Biała. Tam czekał bohater wydania Muratora z marca 2019.

Tak dalekie sesje to duże wyzwanie. Planowanie i uzgadnianie terminu. Musi wszystkim pasować. Architekci jechali ze Szczecina, ja z Warszawy. Na szczęście właściciele byli na miejscu. A przecież mogli wyjechać.
Takie wyjazdy łączę z odrobiną przygody. Noclegu szukam w nietypowych miejscach. Tym razem padło na Wisłę (a raczej na góry nad Wislą).

Dom zapuścił swoje korzenie na końcu małej uliczki. Za nim są tylko łąki i góry.

Prosta bryła frontu wzbudziła moją ciekawość. Rzadko mam okazję aby dostać choćby wglądowki tego co mnie czeka. Włączam wtedy tryb “randka w ciemno”. Moje wszytkie zmysły są na maksa wyostrzone. Nie może mi nic umknąć.
Ważna jest dla mnie energia miejsca. Otwieram się na przestrzeń i ją chłonę.

Od razu widać, że zarówno architekci jak i właściciele są wspaniałymi, otwartymi ludźmi. Zapraszają.
Przechodzimy pod podcieniami, które są łącznikiem między dwiema częściami domu.

Przechodzimy i wtedy … wow… nie mogłam się powstrzymać. Ukazuje się cudo. Spkojny ogród. (więcej zdjęć na stronie : Bielsko-Biała).

Zen.
Złamany pod kątem dom daje poczucie intymności. Taras przechodzi w ogród. Przestrzeń. Tak przestrzeń. Ogród jest otwarty na otoczenie. Ogrodzenie jest praktycznie niewidoczne. Subtelne.

Sam dom to dwa kolory drewna, które starzeje się naturalnie. Dach i część elewacji kryta jest gontem. To ta czasrna część.

Wracamy do domu. Ma on jasno wytyczone obszary. Po jednej stronie stanęla biblioteka, biuro.
Po drugiej stronie część mieszkalna.
Dwa poziomy. Kuchnia wyżej, salon niżwiecej na Bielsko-Biała)ej. Kominek. Wygodne sofy.
Wszsytko po to aby zapomnieć o sesji.
I tu też dużo drewna. Czyni ono tę przestrzeń przytulną. Moim faworytem są schody. Wysokie. Światło przechodzi przez szczeble i bawi się cieniami na ścianie. (wybrane zdjęcia na stronie : Bielsko-Biała)

Pozwolono mi zabrać Bolcika. Jakoś dały radę trzy psy.

A sesja też się udała. Mimo tak relaksującej atmosfery zabrałam ze sobą 91 ujęć. Jedno z nich ozdobiło okładkę

Bonusem bylo cudowne towrzystwo właścicieli i architketów.

A przy okazji odwiedziliśmy Reksia. 

Wracalam do mojej miejscówki w górach już po zmroku.

Pierwszy raz w życiu łapałam stopa w górach po nocy. Nigdy wcześniej nie jechałam statkiem kosmicznym po górach. Ale to już inna historia.

Wybrane ujęcia z sesji znajdziecie na stronie: Bielsko-Biała